- Raz, dwa, trzy… Wygrałem! – Grzegorz tryumfalnie uniósł ręce i
wyszczerzył się do naburmuszonego Mikołaja, który o mało nie cisnął w niego
pionkami, znajdującymi się w jego mocno zaciśniętej rączce. No tak, o tym, że
mój syn nie lubi przegrywać wiedziałam już od bardzo dawna i bardzo ciężko jest
mu się pogodzić z porażką, dlatego zawsze starałam się tłumaczyć mu, że Chińczyk to
tylko planszówka, a nie gra na śmierć i życie i czasami po prostu powinien
odpuścić, myśląc by w pięknym stylu odegrać się kiedyś indziej.
- Wiesz, co to oznacza, prawda? – objęłam malca ramieniem, a on z
wielką niechęcią pokiwał główką. – No to śmigaj szybko do łazienki – klasnęłam
jeszcze w dłonie, a Mikołaj jeszcze ociągając się strasznie, w końcu podniósł
się z kanapy i powędrował w stronę owego pomieszczenia, z którego sekundę
później zdało się słyszeć szum wody.
Odprowadziłam go wzrokiem, który następnie przeniosłam
na siatkarza, wpatrującego się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Uśmiechnęłam się lekko, przy okazji czując, że moje policzki czerwienią się w
zastraszająco szybkim tempie i chwyciłam lampkę z czerwonym winem. Zamoczyłam
usta i poczułam intensywny smak alkoholu, który zakupiłam dziś w jednym z
delikatesów, niedaleko mojego bloku. Grzegorz nie pił; był autem, dlatego
musiał zadowolić się sokiem porzeczkowym, ale chyba nie ubolewał nad tym
zbytnio. Zachowywał się jakby ten sok miał więcej procentów od mojego wina, bo
uśmiech i dobry humor ani na sekundę nie opuszczał go, co mój syn w pełni
wykorzystywał, niemalże wchodząc mu na głowę.
Ja również bawiłam się świetnie. Samo jego
towarzystwo sprawiało, że miałam chęć śmiać się w głos i szaleć tak, jakbym
miała pięć lat. I to, w jaki sposób dogadywał się z Młodym, sprawiało, że
czułam przyjemne ciepło, rozchodzące się po całym moim ciele. Kosok nawiązał z
nim niesamowicie dobry kontakt i okazywał mu naprawdę dużo cierpliwości, co
niezmiernie mnie cieszyło i ułatwiało myślenie o możliwym przyszłym związku,
chociaż na to było jeszcze o wiele za wcześnie. Jednakże nic nie mogłam
poradzić na to, że moje myśli zmierzały właśnie w tę stronę. Właściwie to nawet
nie chciałam z tym walczyć…
- Jest świetny – stwierdził, kiwając głową w stronę drzwi, w których
zniknął Miki. – Niezwykle bystry, takie dzieci rzadko się spotyka. Musicie być
z niego ogromnie dumni.
- Musicie? – dopytałam, nie wiedząc, co konkretnie ma na myśli. To,
że ja byłam dumna, przecież było widać gołym okiem. Bez wątpienia mogłam rzec,
że Miki jest jedyną rzeczą, która udała mi się w życiu.
- Ty i jego ojciec – wyjaśnił półgłosem, wpatrując się w moje oczy.
No tak, skoro zwrócił uwagę na kobietę z dzieckiem, chciał przecież wiedzieć,
czy nie pojawi się jakiś niedzielny tatuś. Nie miałam co mu się dziwić,
przecież sama, gdybym miała spotykać się z kimś posiadającym dziecko,
chciałabym wiedzieć, gdzie podział się jego drugi rodzic? - Przepraszam, może
nie powinienem...
- Mikołaj nie ma ojca. Od urodzenia wychowuję go sama -
wyjaśniłam spokojnie, dokładnie obserwując jego twarz. - Po prostu tak się w
życiu ułożyło, że właściwie nie znam jego ojca. Wiem, co możesz sobie o mnie
pomyśleć, ale ja wtedy byłam naprawdę młoda i głupia. Chociaż nie żałuję; gdyby
nie ta przypadkowa noc, nie miałabym swojego największego szczęścia...
- Rozumiem, poza tym nie będę cię oceniać. Nie mam do tego prawa - w
jego czekoladowych oczach zauważyłam niesamowitą szczerość. Widząc go po raz
pierwszy, nie pomyślałabym, że nawiążę z nim tak dobry kontakt. Wtedy wydawał
mi się jedynie mężczyzną, którego upatrzył sobie Mikołaj. Za nic w świecie nie
pomyślałabym, że cokolwiek mogłoby z tego wyjść. - Jeśli już mamy być ze sobą
szczerzy, to powinnaś wiedzieć, że ja nigdy nie należałem do grzecznych
chłopców i mam naprawdę dużo za uszami - wziął głęboki oddech i załamał dłonie.
- Ale myślę, że czas to zmienić, że czas dorosnąć. Teraz mam do tego motywację
do tego - chwycił moją dłoń i ścisnął ją lekko, obserwując świdrującym
spojrzeniem każdy milimetr mojej twarzy. - Lilka, ja wiem, że to wszystko może
dzieje się odrobinę za szybko, że może powinienem przystopować, ale nie potrafię...
- Słuchaj, Grzesiek...
- Przepraszam - przerwał mi i puścił pośpiesznie moją rękę. -
Przepraszam, nie powinienem był w ogóle zaczynać tego tematu. Wyszedłem na
głupka...
Westchnęłam tylko i podniosłam się z kanapy, by
sekundę później usiąść obok niego na kanapie. Dokładnie obserwował każdy mój
ruch z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W mojej głowie właśnie toczyła się bitwa;
rozsądku i serca. Z jednej strony ten mężczyzna bardzo mnie pociągał i urzekał
coraz bardziej każdym wypowiedzianym zdaniem. Do tego sposób, w jaki dogadywał
się z Mikołajem, działał zdecydowanie na jego korzyść i mogę dać uciąć sobie
rękę, że Młody również jest bardzo przychylny temu związkowi. Przecież już przy
kolacji rzucał aluzje, o których będę musiała porozmawiać z nim jutro.
Ale była przecież jeszcze druga strona medalu; Kosok
nie wiedział, że Mikołaj jest poważnie chory. Doświadczenie nauczyło mnie już,
że żaden facet nie chce brać na siebie aż tak dużego brzemienia. Obawiałam się
mu powiedzieć prawdę; musiała przygotować się do tego psychicznie, wiedząc, że
to całe odwlekanie może mieć negatywne skutki. Ale tym zajmę się kiedyś
indziej. Nie chcę burzyć tej magicznej atmosfery.
- Grzesiek, dasz mi coś powiedzieć? - gdy skinął głową, uśmiechnęłam
się lekko. - Dziękuję. Zacznę od tego, że nie musimy się spieszyć. To, że nie
jesteś mi obojętny, chyba już wiesz, a jeśli nie, to już wiesz. Co ja
plotę? - potrząsnęłam lekko głową, a kąciki jego ust nieznacznie uniosły się ku
górze. - Uwielbiam spędzać z tobą czas i naprawdę ucieszyłam się, że dzisiaj
odwiedziłeś moje skromne progi. Ale to, jak sam powiedziałeś, dzieje się trochę
za szybko. Dajmy sobie trochę czasu.
- Ile tylko będziesz chciała - pochylił się nade mną i lekko
przymknął oczy. Wiedziałam, co za moment się wydarzy i czułam, że moje
wnętrzności właśnie tańczą rumbę. Tak bardzo pragnęłam w końcu posmakować jego
ust, że niewiele myślą, zarzuciłam mu dłonie na kark, przyciągając jego głowę
tak, że dzieliła nas odległość kilkunastu milimetrów. Już czułam jego ciepły
oddech na swoich wargach, gdy w całym mieszkaniu rozległ się przeraźliwy krzyk.
- Mamo, szampon wleciał mi do oka!
I cały romantyzm trafił szlag.
W całym pomieszczeniu rozchodził się mocny
zapach jej perfum, którym z każdą sekundą upajał się nim coraz bardziej. Do
tego w tej sukience wyglądała tak pięknie, że nie sposób było oderwać od niej
wzroku. Teraz już wiedział, jedyną rzeczą o jakiej pragnął, było oglądanie tych
bursztynowych oczu każdego dnia swojego życia. Chciał każdego poranka parzyć
jej nieco lurowatą kawę, przypiekać jajecznicę i narzekać na to, że za długo
siedzi w łazience. Chciał wieczorami siadać na kanapie i wtulony w jej ramię,
zasypiać zmęczony po treningu. Chciał oglądać ją, ściskającą kciuki na
Podpromiu, gratulującą wygranego meczu i pocieszającą po porażce. Chciał czuć
się jak jego klubowi i reprezentacyjni koledzy, którzy mieli do kogo wracać.
Będąc
z Martą, nawet w jednej setnej nie czuł tego, co czuje przy Liliannie. To, co
było między nimi, nie było związkiem, a raczej układem, który opierał się
głównie na seksie. Co prawda, jeszcze nie poznał cielesnej strony Kaniewskiej,
jednak nie było to dla niego aż tak dużym problemem. Sama stwierdziła, że nie
powinni się spieszyć, a on szanował jej zdanie.
Tego, że się zakochał, był już pewien w
stu procentach. Dorastał również do myśli, że może zostać opiekunem Mikołaja,
najlepszym jakim by tylko potrafił, więc z pełną świadomością postanowił
porzucić hulaszcze życie i zmienić się dla tej dwójki. On, Grzegorz Kosok, w
końcu przestał zachowywać jak szczeniak i postanowił zmienić coś w swoim życiu,
które dotychczas nie ociekało moralnością. Z kieszeni spodni wyciągnął telefon
i sprawdził godzinę. Dochodziła dwudziesta pierwsza, co oznaczało, że w
mieszkaniu Kaniewskich spędził już kilka ładnych godzin, które bez wątpienia
mógł nazwać jednymi z najlepszych w swoim życiu.
Usłyszał kroki i spojrzał w stronę
drzwi, w których sekundę później pojawiła się brunetka. Wyglądała na
przemęczoną, ale również szczęśliwą. W życiu nie pomyślałbym, że będzie w
stanie poczuć coś do kogoś, kogo znał zaledwie od kilkunastu dni. Zawsze śmiał
się w twarz osobą, wierzącym w miłość od pierwszego wejrzenia. Teraz wiedział,
że coś takiego jednak istnieje…
- Zasnął? – zapytał, gdy przekroczyła próg
dużego pokoju. Siedział na skórzanej kanapie i układał pionki od Chińczyka do kartonika, który sekundę
później zamknął i odsunął na środek stołu.
- Tak, po niespełna dwóch stronach. Nieźle go
wymęczyłeś – uśmiechnęła się i usiadła na wprost niego, rozkładając nogi na
kanapie i opierając się o zagłówek. Przymknęła lekko oczy i wzięła kilka
głębokich oddechów, by chociaż trochę zregenerować siły. – Dziękuję ci, że
poświęciłeś mu dzisiaj tyle czasu. Dla niego to naprawdę dużo znaczy –
spojrzała mu głęboko w oczy i uśmiechnęła się ciepło.
- To dla mnie przyjemność – machnął dłonią. –
Ja też spędziłem naprawdę miło czas. Już niedługo to powtórzymy – zapadła
krępująca cisza, której to posyłali sobie ukradkowe spojrzenia. Chciał coś
powiedzieć, jednakże nie był w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Obecność
Lilki tak na niego działała. Wręcz odbierała możliwość racjonalnego myślenia.
Chciał się do niej zbliżyć, dotknąć jej policzka i ust, ale nie był w stanie
wykonać żadnego ruchu. – To może ja już się będę zbierał – klasnął dłońmi o uda
i podniósł się z fotela.
Dziewczyna również wstała z kanapy i
ruszyła zaraz za środkowym w stronę korytarza. Obserwowała jak ściągał z
wieszaka kurtkę i powoli ją na siebie ubiera. Kucnął, by zawiązać buty, a
gdy uniósł wzrok, posłała mu ciepły uśmiech. Ciepło przyjemnie rozlało się po
całym jego ciele i mógłby przysiądź, że jeszcze sekunda i wybuchnie. Powoli
wstał i spojrzał jej głęboko w oczy, które teraz, pod wpływem zmęczenia i
światła w korytarzu jej mieszkania, były znacznie ciemniejsze niż zwykle.
- To dobranoc – kąciki jego ust uniosły się
ku górze, a brunetka odpowiedziała tym samym.
- Śpij spokojnie – wyszeptała, obserwując jak
pochyla głowę w jej stronie, a sekundę później poczuła miękkie usta siatkarza
na swoich wargach.
____________________
Szkoda Ligi, ale cóż poradzić?
facebook . - wszelkie informacje od dzisiaj głównie tam.
ask . - pytania ?
39091085 - kontakt .
Opłacało się czekać na kolejny rozdział, oj opłacało ;) Cała historia jest owiana charakterem i taką atmosferą. Dokładnie jak kawiarenka Lilki - takie odnoszę wrażenie. Dzięki temu każdy rozdział pozostawia niedosyt :)
OdpowiedzUsuńMikołaj - wspominałam już jak uwielbiam tego dzieciaka? Nie? To właśnie w tym momencie to robię. On jeszcze będzie ich prowadził do ołtarza.
Swoją drogą to ciekawa jestem jak zareaguje Grzesiek na chorobę swojego bądź co bądź podopiecznego. Ciekawa też jestem w jakim stopniu będzie w stanie się poświęcić. Ach, intryguje mnie to ;)
buźki ;*
Zakręcona ;)
druga <3
OdpowiedzUsuńPowtórzę się, i pewnie uczynię to jeszcze nieraz, ale... KOCHAM TO! <3 Uwielbiam "anielską", tak po prostu!
UsuńGrzesio jest oczarowany Lilką - prawidłowa reakcja! :) Wcale mu się nie dziwię, i pewnie nie jeden facet chciałby poznać w swoim życiu taką kobietę, jaką jest właśnie Lilianna. Zależy mu na niej i to jak jasna cholera. :) A sympatia okazywana Mikołajowi, jest tylko miłym przypieczętowaniem szczerych zamiarów wobec Lili.
:) Uwielbiam Ich! <3
ślicznoto moja, to jest cudowne<3
OdpowiedzUsuńa końcówka - awwwwwwwww! <3
Och, rozpłynęłam się,i to dosłownie... :) Uwielbiam tą dwójkę,są dla siebie stworzeni,co też widać :) Przeznaczenie znów ich ze sobą połączyło,tyle , że teraz mają jeszcze synka :) Nie mogę się już doczekać, aż któreś z nich dowie się prawdy,chociaż wolałabym,aby był to Grześ. W przeciwnym razie coś czuję, że Lilka może się od niego nieco odsunąć... Mikołaj jest dopiero słodziakiem <3 Ma to pewnie po tatusiu :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Świetne zakończenie rozdziału. Ciekawe kiedy powie Grześkowi o Mikołaju, że jest chory, no i czy sam Grzesiek zgodzi się wreszcie oddać szpik. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńNareszcie!:) teraz niech tylko szpik wyjdzie na jaw, proszę:) no i ojcostwo!:D ale na to pewnie będziemy musiały trochę poczekać :)
OdpowiedzUsuńsesja, sesja i po sesji? jak wakacje?:)
p
G
Kocham <3
OdpowiedzUsuńGrześ się zakochał ale czy na tyle żeby wiadomość o chorobie Mikołaja nie sprawiła,że się "odkocha"? Mam nadzieję,że nie;)
OdpowiedzUsuńCzytając o przemianie Grzegorza Kosoka, którego zauroczenie do Lilianny jest coraz większe, to nic tylko lektura na poprawienie humoru dzisiejszego dnia. :)
OdpowiedzUsuńCały czas martwię się o zdrowie małego Kaniewskiego i liczę po cichu, że cud sprawi, iż Grzegorz ostatecznie zdecyduje się na oddanie swojego szpiku. :)
Mam też ogromną nadzieję, że wieść o chorobie tego wspaniałego Malca nie przysporzy Grześkowi wątpliwości ostatecznego zerwania kontaktów. Może się przestraszyć, że nie podoła temu, ale ostatecznie weźmie wszystko na swoją klatę.
Najbardziej mnie intryguje fakt ojcostwa Grzegorza. To dopiero będzie ważny punkt w całej historii, który może zaważyć na losach głównych bohaterów.
Nie będę sobie gdybać i się zbytnio zastanawiać, bo i tak nie trafię. ;)
Ściskam Cię mocniutko :*
Happiness
To jest zajebiste. Ten blog jest inny niż wszystkie, taki.... prawdziwy. Uwielbiam go czytać. Czekam na następny, mam nadzieję, że będzie jak najszybciej. Pozdrawiam. :D
OdpowiedzUsuńZgadzam sie z tobą w 100%%. . :D
UsuńŚwietne opowiadanie. Super piszesz. Kocham tego bloga. :D. :) . Czekam na następny. Podro 600. :D
OdpowiedzUsuńOoo. Moja trzynastka :D. Rozdział świetny tak jak numerek. :P.
OdpowiedzUsuńSama słodycz. Nie da się ukryć, że ta dwójkę do siebie ciągnie. Są jak dwa przeciwne bieguny magnesu. Żadna siłą ich od siebie nie odciagnie. No chyba, że ta siłą nazywa się Miki, ale to już inna bajka ;)
OdpowiedzUsuń